Jeans (dżins) w roli głównej! – cz. 3.

Ostatnia część tryptyku. Zrealizowana już bardzo późną, jesienną porą. Zwykle czas ten był dla mnie takim, który najchętniej bym przespała lub choćby skryta w zaciszu domowego ogniska przeczekała popijając rozgrzewającą mnie herbatkę, siedząc do tego przy kominku promieniującym ciepłem niczym letnie słonko…

Ostatnimi czasy zaczęłam jednak doceniać życie w pełniejszym jego wymiarze. Ten porządek następujących po sobie pór roku wyznaczających nam rytm życia przestaje być powoli dla mnie udręką a zaczyna być raczej kolorową mozaiką czasu mojego życia. Być może gdybym miała wpływ na to, to zmieniłabym jedynie proporcje czasowe każdej z tych pór roku. Lato oczywiście faworyzując, bo podczas niego najpełniej czuję radość zwykłych poranków, gdy wpadające zza okna słońce pozytywną energię mi daje.

Jednak teraz wiem, że nie tylko symbolika wiosny podczas, której wszystko do życia się budzi ale również i jesień – przemijanie mi najbardziej uświadamiającej, może być cenną i ważną lekcją będącą niejako przygotowaniem nas na pogodzenie się z porządkiem naszego istnienia na tym świecie.

Aby więc nie skazywać się na smutną i szarą jesień życia już teraz staram się kolorować ten czas swoim ubiorem, w taki sposób aby pozytywne myślenie włączał mi on…

 

 

Spodnie: H&M
Bluzka: Top Secret
Buty: Janus
Torebka: TK Max
Płaszczyk: Butik